Znajomi ostrzegali – pierwszy wpis jest najtrudniejszy. Jeżeli ma się to już za sobą, dalej powinno pójść „jak z płatka”, tylko trzeba dobrze zacząć. Więc zaczynam……..od tego, że bardzo się cieszę, że została udostępniona platforma, na której będę mógł podzielić się z Państwem moimi opiniami i przemyśleniami na tematy związane z nowymi technologiami, outsourcingiem oraz kapitałem intelektualnym. Z racji wykonywanego zawodu będę się zasadniczo koncentrował na prawnych aspektach, choć mam nadzieję uda mi się również przedstawić swoje poglądy związane np. z zarządzaniem projektami informatycznymi oraz ekonomicznymi aspektami outsourcingu. Byłoby optymalnie, gdybyście Państwo, drodzy czytelnicy bloga, wyrażali swoją opinię w komentarzach – zarówno tych negatywnych, jak i mam nadzieję pozytywnych:-)

Na pierwszy ogień chciałbym zapytać się Państwa o opinię na temat wydanych stosunkowo niedawno rekomendacji Urzędu Zamówień Publicznych dotyczące udzielania zamówień publicznych na systemy informatyczne. Pomijając kwestie stricte prawne – jak np czy Urząd mógł takie rekomendacje wydać, a jeżeli tak to na jakiej podstawie, czy też może dokument ten powinien być wydany przez Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych? – przyznam, że z wielka nadzieją zabrałem się za lekturę rekomendacji. Cel był szczytny – należy zminimalizować a konkretnie ograniczyć liczbę postępowań prowadzonych w trybie z wolnej ręki, co (w ocenie autora dokumentu) pozwoli na większą konkurencyjność w prowadzonych postępowaniach. Srogo się zawiodłem, gdyż mimo kilku istotnych, acz ogólnych rad ( które w moim przekonaniu są oczywiste dla każdego kto odpowiedzialnie zarządza zasobami informatycznymi w przedsiębiorstwie), związanych z potrzebą wypracowania długofalowej strategii informatyzacji u zamawiającego, implementacji stosownych dokumentów – nie wszystkie praktyczne rozwiązania uważam za możliwe do wprowadzenia w życie. Rekomendacje, które tylko w minimalnym stopniu dokonują rozróżnienia na systemy dedykowane klientowi i oprogramowanie standardowe, wskazują zamawiającemu wytyczne jak ma postępować oraz jakich błędów unikać – bez szczegółowego rozróżnienia na to, czy zamawiający zainteresowany jest implementacją, licencją oraz serwisem na oprogramowanie szyte dla niego na miarę, czy też standardowe oprogramowanie producenckie. W konsekwencji można dojść do wniosku, że zmawiający powinien domagać się od wykonawców przeniesienia autorskich praw majątkowych na oprogramowanie wykonane specjalnie dla zamawiającego, przeniesienia praw do kodów źródłowych oraz umożliwić podmiotowi trzeciemu modyfikacji w aplikacji, która należy do wykonawcy (która to modyfikacja obejmować może również zmianę kodu źródłowego). Przyznam, trudno mi sobie wyobrazić poważnego wykonawcę, którego biznes opiera się na tym, iż stworzoną przez siebie aplikację licencjonuje swoim klientom i oczywiście w pewnym zakresie dopasowuje ją do potrzeb konkretnego klienta, aby przeniósł autorskie prawa majątkowe do całości oprogramowania, bądź tez umożliwił firmie trzeciej (np swojemu konkurentowi) takiej modyfikacji oprogramowania, która umożliwi pełne poznanie kodu źródłowego. Dla zamawiającego wysuwanie takich żądań również nie zawsze może okazać się zasadne – pomijając kwestię wskazaną powyżej, to koszty które poniósł by zamawiający gdyby chciał uzyskać prawa majątkowe w całości, byłyby z pewnością nieporównywalnie większe aniżeli koszty licencji – tym bardziej, że można tak uzgodnić warunki licencyjne, aby odpowiadały one potrzebom zamawiającego w pełni. Co nam zatem dały te rekomendacje Urzędu…..?

Bartosz Tomaszewski